khan-goor blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 3.2002

no to mi się udało… przespałem całe zamieszanie związane z poranną mszą, czyli wybuchy, dzwony, śpiewy kółka różańcowego i tym podobne hałasy. W odróżnienu od naszego psa, który po raz kolejny dostał szmergla i zaszył się ze strachu głęboko w budzie. „Nie trzeba było się wściekać, bo widzę, że nawet trzęsienie ziemi nie wyrwało by cię ze snu” – zaśmiała się moja kochana żona budząc mnie 15 po ósmej…


Z okazji Świąt Wielkanocnych życzę wszystkim czytaczom zdrowia, cierpliwości i pogody ducha oraz mokrych jajek i smacznego dyngusa

Opowieści zasłyszane, czyli rzecz o tym jak pociągi osobowe jeździć zaczęły po Centralnej Magistrali Kolejowej.
Opowiadacz: LechF.

Nie wiem, w którym roku pańskim się wydarzyło, jeszcze za PeeReLu. Grunt, że przed tym wiekopomnym wydarzeniem z Katowic do Warszawy (i z powrotem) pociąg popierdzielał przez Częstochowę. Trwało to straszliwie długo – ze cztery godziny. Tego pamiętnego dnia, zdażył się jakiś zajebisty wypadek na torach – pociąg się wykoleił albo kolej wypociągowała – coś w tym guście. Zero ruchu w obie strony. Kolejarze jednak myślące ludzie i wykombinowali, że można by tak ten skład przepuścić przez „tory węglowe” – i tak jest dziura pomiędzy węglarkami, to zmieścić parę wagonów więcej nie ma problemu. ‚Ciopong’ przejechał przez CMK jak błyskawica i zdumieni ludzie znaleźli sie w stolycy o ponad godzinę wcześniej niż planowali – takie przyśpieszenie wtedy było.
Okazało się, że wśród pasendżerów byli także posłowie ziemi śląskiej, którzy złożyli interpelację poselską w tej sprawie. O dziwo! Sprawie nadano bieg i już po pół roku zaczęły się regularne przewozy pasażerskie przez CMK – rzecz, bez której dzisiaj nie wyobrażam sobie swoich delegacji na Śląźk. No sami pomyślcie 4 godziny w pociągu, żeby przejechać 300 km??

Byłem dzisiaj w Katowicach. Nie lubię tam jeździć. Mimo, że „nasi” ludzie w biurze są więcej niż OK, jest tam coś dziwnego w powietrzu, oprócz ton miału węglowego. Coś to nie pozwala mi spokojnie myśleć, oddychać, no żyć po prostu. Nie jest to żadna namacalna, czy też, wywąchiwalna sprawa, to po prostu… może zwątpienie, monotonia, beznadzieja malująca się na twarzach przechodniów, coś co sprawia, że czuję się tam nieswojo i obco… a może to ja dzisiaj byłem nienormalnie niewyspany, nie wiem – przeszkadzało mi w dniu dzisiejszym ze zdwojoną siłą.
Nawet rozpierdaczające się na każdym zakręcie tramwaje, które zawsze wyprowadzały mnie z nerw – dzisiaj wydawały się „mniej zepsute” niż zwykle… tylko „to coś”…

wczoraj przed zaśnięciem udało mi się pokłucić z żoną. Żona mimo, że od tygodnia jest „kaszląca i słaba” wykazała zadziwiająco dużo energii broniąc swojego zdania… eh, ta kobieca zadziorność…
Poszło o wielkanocne tradycje i zwyczaje. U niej na wsi, czyli też u mnie na wsi, panuje zwyczaj odpalania ładunków hukowych podczas rezurekcji. Dla niewtajemniczonych, a ja też taki byłem ze dwa lata temu, rezurekcja to taka msza, tylko w środku nocy, czyli około 5 rano, poprzedzona spacerkiem zaspanego tłumu dookoła kościoła. Właśnie podczas tegoż spacerq małolaty detonują kupione na stadionie petardy.
Mieszkamy blisko kościoła i jakoś nie za bardzo mi odpowiada perspektywa niewyspania się w dzień wolny od pracy i to jeszcze świąteczny. Stwierdziłem więc, w żartach, że może powinienem zadzwonić na policję i donieść o zakłócaniu spokoju, a tzw. „cisza nocna” w niedziele to obowiązuje do 8 rano. Żona dostała „wścieku” – zaczęła coś o tradycji, że tak było zawsze, że tak będzie do końca świata i o jeden dzień dłużej, że 99% mieszkańców to praktykujący katolicy, że tylko mi to przeszkadza. Na koniec stwierdziła, iż jeśliby przyjąć mój tok rozumowania to na policję powinni też dzwonić mieszkańcy okolic Placu Piłsudskiego podczas uroczystości państwowych i oddawania salw honorowych.

Kochana moja żono, otóż choć nie chcesz tego przyjąć do wiadomości jest różnica pomiędzy świętem wyznaniowym, a świętem państwowym wynikająca z konstytucji, w której nie znajduje się zapis, bo by Polska była państwem wyznaniowym. Co więcej konstytucja stanowi równość obywateli niezależnie od wyznania [Konstytucja RP art.32], jak również równość religii [Konstytucja RP art.25 p.1]. Co więcej Ustawa Zasadnicza mówi również, że „Nikt nie może być zmuszany do uczestniczenia ani do nieuczestniczenia w praktykach religijnych” [Konstytucja RP art.53 p.6]. Ustawa mówi też, że „Wolność uzewnętrzniania religii może być ograniczona jedynie w drodze ustawy i tylko wtedy, gdy jest to konieczne do ochrony bezpieczeństwa państwa, porządku publicznego, zdrowia, moralności lub wolności i praw innych osób. [Konstytucja RP art.53 p.5]
Sądzę, choć może się czepiam, że sytuacja opisana powyżej jest zmuszaniem mnie do uczestnictwa w części praktyk religijnych co jest sprzeczne z Konstytucją. Jeśli teraz, kochana żono, zaoponujesz stwierdzając, że wybuchy nie są częścią ceremonii religijnej to obawiam się, że nie podlegają ochronie wynikającej z Konstytucji. Tak czy siak teoretycznie mogę dzwonić na policję…

A odnosząc się, do Twojej, kochanie Ty moje, uwagi odnoście strzałów na Placu Piłsudskiego, hmmm… chyba kompania reprezentacyjna nie strzela tam „świtem bladym, białym ranem”…

ten sam dowcip co poniżej opowiada kobieta:

wchodzi zakrwawiony kangur do autobusu.
- co ci się stało – pyta jakiś gościu.
- ktoś mi próbował wyrwać plecak.

ja wymiękać…

wchodzi zakrwawiony kangur do autobusu.
- co ci się stało – pyta jakiś gościu.
- ktoś mi próbował wyrwać torbę.

Jadąc do pracy samochodem trafiłem w radiu na wiadomości. Jedną z nich jest fakt, iż dokładnie 3 lata temu Polska znalazła się w Sojuszu Północnoaltantyckim. Cytowano wypowiedź Prezydenta, że Polska jeszcze nigdy nie była tak bezpieczna, że znajdujemy się w największym układzie obronnym świata, że jesteśmy sojusznika mi Stanów Zjednoczonych oraz, że w tym partnerskim układzie są przestrzegane zasady rycerskie…
Czy Pan Prezydent raczył był zapomnieć, że w Ameryce nigdy rycerzy nie było???

moja żona stwierdziła ostatnio, że blogi jak pamiętniki dzielą się na dwie podgrupy:
- pamiętniki – dzienniki, gdzie właściciele opisują zdarzenia, myśli i insze takie z minionego dnia;
- pamiętniki – które właściciele przekazują kolejno wybranym osobom, aby te osoby dokonały w nich wpisu w stylu „na górze róże na dole fiołki, a my się kochamy jak dwa aniołki”;

zostaliśmy z żoną wezwani na „dywanik” do rodziców – dla ustalenia uwagi – moich rodziców. Poszło o moją siostrę – genetyczną siostrę, a nie jakąś internetową, których pełno ostatnio i każda netowa osoba ma takich sióstr przynajmniej tuzin…
Siostra jest odemnie 5 lat młodsza. Nie piszę tego dlatego, że czuje się od niej w jakikolwiek sposób lepszy – co najwyżej bardziej doświadczony, choć zdaję sobie sprawę, że inter-płciowe porównania nie sprawdzają się, a pozatym ta różnica wieku nie jest aż tak znacząca w chwili obecnej…
Mieliśmy z żoną do siostry – dla ustalenia uwagi będę oznaczę ją jako M – pretensje… nie, to nie jest dobre słowo… raczej żal i jakiś taki smutek bliżej nieokreślony. Siostra chyba pismo nosem wyczuła, bo wczoraj zadzwoniła do nas i się pyta o co chodzi. Ja jej tłumaczę, jak komu dobremu, że ta rozmowa to jest jest na telefon, że się może spotkamy i pogadamy… Nie, ona swoje, że chce teraz, od razu wiedzieć, żeby mieć jasność sytuacji… powiedziałem jej o co chodzi i następne co słyszałem to jej szloch i trzask rzuconej na widełki słuchawki.
Po trzech godzinach zadzwoniła mama i tonem przypominającym sędziego Dread’a stwierdziła, że rodzice chcą ze mną porozmiawiać na temat mojego nagannego zachowania. Po pierwsze poczułem się jak szczeniak, a przecież dużym psem już jestem, po drugie mnie zatkało. Próbowałem dowiedzieć się czegoś konkretnego, ale to wywołało tylko u rodzicielki stan-podqrwienia-pierwszego-stopnia. Na całe szczęście telefon przejął ojciec, który z wrodzoną sobie stanowczością, ale i łagodnością wyjaśnił mi o czym ma być planowana rozmowa oraz poprosił NAS o pojawienie się na niej – od razu „inna gadka” poczułem się znowu jak dorosły wilczur…

rozmowa jak rozmowa… mam wrażenie, że każda ze stron pozostała przy swoich zdaniach, a nawet je „okopała”… siostra gadała w kółko to samo, mamusia cały czas dawała do zrozumienia, że jestem złoczyńcą, bo M się przezemnie popłakała, żona słuchając rozmowy miała taką minę jakby słuchała Wzgórza Yapa3, ja byłem zażenowany, ojciec był rozbawiony, a pies był jak zwykle skory do zabaw i gwałcenia nóg…
czy jest na blogu lekarz???


  • RSS