khan-goor blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 12.2002

I love my job, I love the pay!
I love it more and more each day.
I love my boss, he is the best!
I love his boss and all the rest.

I love my office and its location,
I hate to have to go on vacation.
I love my furniture, drab and grey,
and piles of paper that grow each day!
I think my job is really swell,
there’s nothing else I love so well.

I love to work among my peers,
I love their leers, and jeers, and sneers.
I love my computer and its software;
I hug it often though it won’t care.
I love each program and every file.
I’d love them more if they worked a while.

I’m happy to be here. I am. I am.
I’m the happiest slave of the Firm, I am.
I love this work, I love these chores.
I love the meetings with deadly bores.
I love my job – I’ll say it again –
I even love those friendly men.

Those friendly men who’ve come today,
In clean white coats to take me away…

powodzenia w nowym roku… nie dajmy się zwariować!

      nie cierpię, gdy ktoś uparcie twierdzi, że ma rację, pomimo przytłaczającej ilości kontrargumentów. nie cierpię, gdy ktoś w swojej argumentacji używa nielogiczności i bezsensu oraz gdy porównuje dwie, zupełnie różne sytuacje.

      nie cierpię, gdy zapominam jak bardzo tego nie znoszę i sam zaczynam się tak zachowywać.

      dno…

„What is a committee? A group of the unwilling, picked from the unfit, to do the unnecessary.
Richard L.Harkness

      tak się składa, że mam siostrę, o czym zresztą pisałem. siostra już dorosłą – z ustalonymi poglądami eurofederastycznymi. prowadzi to do ostrych dyskusji w tematach: „unia, ekonomia i bankowość”. takoż też się stało, gdy rodzice z siostrą odwozili mnie, po powrocie z wrocławia, z lotniska do domu. padały różne agrumenty za i różne przeciw. moja mama zauważyła, że w portugalii na dużej ilości budynków jest tabliczka „wybudowano z pieniędzy funduszy europejskich”. tak mamo, tak jest, z tym, że nie przyczepia się tabliczek z treścią „wybudowano z funduszy portugalskich”, bo jest to normą – a dostanie pieniędzy z unii do jedna wydarzenie… weźmy kolejny agrument za – dostaniemy więcej pieniędzy niż wynosić będzie składka do wspólnej kasy. taaaa… to po co wogóle wpłacać? po prostu niech unia przekaże nam nadwyżkę i po sprawie. okazuje się, że tak być nie może, bo pieniądze z brukseli nie będziemy dostawać celem zapchania budżetu państwa lecz na konkretne cele. tak dokładnie – po konkretnych celach!

      czyli będzie tak, na początku roku wpłacamy „naszą dolę” to kasy unii. pieniedzy nie ma w kraju, nie pracują dla nas. później zaczynamy inwestycję, a po jej zakończeniu otrzymujemy zwrot do(!!!) 100% – czyli możemy nic nie dostać jak się komuś nie spodoba. czyli musimy zainwestować, aby dostać refundację. a z czego inwestować jak na początku roku trochę pieniędzy nam ubyło?! co z tego, że mamy możliwość refundacji inwestycji, gdy brakuje na nią pieniędzy?

      mamy (żona i ja) taki układ z moimi rodzicami – w ramach ślubnego prezentu pomagają nam w remoncie domu – gdy skończy się jakiś jego etap rodzice, po obejrzeniu efektów i faktur, refundują koszty – do wyczerpania ustalonego limitu. układ bardzo podobny do „unijnego”, ale jest jedna kluczowa różnica: nie płacimy „składek”, więc nie zmniejsza się nasza zdolność inwestycyjna!!

      a przecież sytuację panującą w unii dodatkowo pogarsza fakt, iż inwestycję trzeba zrealizować w ciągu roku rozliczeniowego, a to przy ograniczonych zdolnościach inwestycyjnych i opóźnionej refundacji może okazać się tragiczne w skutach. możemy przecież komuś kto ma 10 złotych powiedzieć – oddaj nam 4 złocisze, a jak wydasz 10 PLN to my ci je oddamy i będziesz miał 8, czyli wydasz tylko 2! tak prawda, tylko po oddaniu 4 złociszy zostanie mi 6 na ręku i aby wydać 10 będę musiał wziąć kredyt. a przecież nikt nie zagwarantuje, że zwrot dostane… a nawet jeśli to co z kosztami obsługi kredytu? coś mi to pachnie lichwą…

      rodzina przy stole. choinka w rogu pokoju, a pod nią prezenty. najlepszym prezentem jest chyba jednak bycie razem. zapominanie o urazach, przykrościach i ta, malująca się na twarzach najbliższych, radość, że znów się spotykamy, że kolejny rok jesteśmy razem. w tym roku brakować będzie jednej osoby, ale mam przeczucie, że „Mister” i tak będzie z nami – w ten czy inny sposób. zaśpiewamy kolędy, podzielimy się opłatkiem, będziemy sobie życzyć wszystkiego najlepszego. z niecierpliwością będziemy czekać na pierwszą gwiazdkę i wizytę „mikołaja”. część z nas pójdzie na pasterkę, a część pójdzie spać. dla jednych i dla drugich święta to chyba jedyny czas spokoju, radości i zapomnienia o codziennych kłopotach.

      a żeby w święta odpoczywać trzeba tygodnia przygotowań – sprzątania, gotowania, itd… moja żona dzielną jest straszliwie – mikołaj o tym nie zapomniał – wiem, bo przed momentem z nim rozmawiałem ;)

      korzystając z okazji, dziękuję wszystkim za kartki świąteczne i życzę wam by… by… eh… nie umiem składać życzeń… życzę wam więc, aby święta natchnęły was optymizmem, że to czego chcecie jest możliwe do realizacji i byście w nadchodzącym roku zaczęli to realizować.

Wesołych Świąt

      znów pkp. znów kasy na centralnym. znów breslau. znów server. mam nadzieje, że nie będzie „znów” nocki – za blisko świąt, a poza tym nie mam już na to siły…

cyc.jpg

i któż mi z państwa zaprzeczy mając takiego straszaka w ręku, nie można go młoteczkiem po głowie popukać

      PAP 2002-12-19 (11:49) W myśl przyjętego w czwartek senackiego projektu, do końca 2003 roku na listach wyborczych kobiety i mężczyźni będą musieli być reprezentowani co najmniej w stosunku 30:70. Od 1 stycznia 2004 roku ma dojść do dalszej równowagi i dysproporcja nie może być większa niż 40:60. Za przyjęciem projektu głosowało 43 senatorów, 26 było przeciwnych, a 19 wstrzymało się od głosu.(ck)

      wynika z tego jasno, że 43 senatorów to kretyni pierwszej wody lub po prostu byli na gazie po zakończeniu negocjacji z Reszą Europejską. najpierw senat był „przyklepał” ustawę o stosunku zanieczyszczeń w paliwie, a teraz o stosunku kobiet do mężczyzn. kolejne ograniczenia swobody i wolności wyboru. dlaczego mam być zmuszony do wlewania do baku czegoś co może rozpierdzielić mi silnik? nie będę miał wyboru, bo innych paliw nie będzie, choć wybór mieć powinienem. czy rząd w związku z tym pokryje mi koszty remontu samochodu kupionego przed wprowadzeniem tej kretyńskiej ustawy? wątpię!
dlaczego partie polityczne będą musiały dostosowywać ilość kobiet do mężczyzn? przecież jest to jawna niesprawiedliwość i nierówność obywateli! dlaczego pewna grupa ludzi ma mieć zagwarantowane tylko ze względu na płeć? konstytucja mówi wyraźnie, że dyskryminacja ze względu na płeć, wyznanie, rasę, itd. jest niedopuszczalna. jeśli tak jest to znaczy, że względem prawa głosujemy na człowieka, a nie na, np.: płeć!

      wyobraźmy sobie taką sytuację. partia polityczna, dla ustalenia uwagi nazwijmy ją WPK (wymyślona partia khan-goora) ma 10 miejsc. ma na te miejsca ludzi, którzy są fachowcami, są znani, lubiani – innymi słowy wygrywają te wyboru w cuglach. pewien problem stanowi tylko, że jest to osiem kobiet i dwóch facetów. zgodnie z tą ustawą nie mogą wszyscy kandydować. trzeba cztery pewne zwyciężczynie wywalić i dokooptować czterech facetów z łapanki. ile głosów mniej taka partia zbierze? a nawet jeśli wygra – to czy ci ludzie z łapani zastąpią fachowców, którzy kandydować nie mogli z powodu jakiegoś seksistowskiego ograniczenia? wątpię…

      w tej sytuacji pozostanę w przekonaniu, iż najlepszym stosunkiem kobiety do mężczyzny, i vice versa, jest stosunek oralny…

chills.jpg       z niezgłębionych, niezbadanych odchłani tajemnicy i mrozu zaatakował mnie jakiś, z przeproszeniem, popierdzielony zaraz, a może wirusisko – sam już nie wiem. płytki oddech – jakbym się non-stop onanizował, zmieniony głos jakbym był Joe Cockerem, zatoki zapchane jak supermarket przed świętami. oszczędzę wam opisu tego ze mnie się wydobywa drogą nosową, ale nie macie czego zazdrościć.

      najgorsze jest jednak uczucie, które, w moim przypadku, nieodzownie łączy się ze stanem chorobowym – otumanienie i brak świadomości dnia minionego. dzień ucieka mi, przesącza się między palcami. z trudem przypominam sobie co przez cały dzień się działo, co zrobiłem, a co zostało na jutro. pamietam, ale tak jakby to było dawno – rok temu może. odbija się to makabrycznie na zdolnościach myślowych, a to może się odbić na pracy. zna ktoś jakiś sposób na szybkie pozbycie się cholerstwa??

      remont się posuwa – to taki eufemizm na „się pier…” przesadzam – jest nieźle, a jak dobrze pójdzie to z czwartku na piątek przenocujemy już w sypialni do czego tęskni mój kręgosłup oraz czujniki temperatury. a na razie dom to pobojowisko – zupełnie jakbym chrześniaka zostawił na parę godzin bez opieki. a jak pójdzie lepiej to w piątek zagotuję wodę na wieczorną herbatę w pomieszczeniu, w którm ściany są proste, jest światło pod sufitem, jest ciepło. święta mogą być przyjemne…

      skończyły się negocjacje ze Związkiem Socjalistycznych Republik Europejskich. gaudium certaminis malująca się na twarzach naszej delegacji mówi nam, że odczuli euforyczną, wręcz, przyjemność z końcówki dysputy. teraz wszystko zależy od społeczeństwa. jeśli powiemy w referendum TAK to wejdziemy do unii cum gais, boris et graniciebus. ja już zacząłem odkładać pieniądze na podwyższone podatki, którymi niechybnie nas obłożą, bo te „nędzne 30%” to jest stanowczo za mało, aby utrzymać biurokratyczną machinę.

      wolny rynek, mocium panie, a skąd się biorą limity produkcji?? przecież każda bariera ogranicza wolność, nie? no chyba, że przypomnimy sobie Karola Marksa, który twierdził, iż wolność to tylko uświadomiona konieczność…

yeah!!!!! :)

1 komentarz

dobranoc.jpg      po wielu nocach przespanych tak jak na załączonym obrazku, po wielu nadgodzinach spędzonych za klawiaturą, bez choćby zwykłego ‚dziękuję’ – dostałem wreszcie premię. nie byle jaką – taką porządną, porządnistą premię roczną. nareszcie wiem, że press-es widział nieprzespane noce, szybkie reakcje na awarie, itd. a dwa dni wcześniej w rozmowie z żoną stwierdziłem, że jeśli premia – to tylko w takiej wysokości, bo za mniejszą się zdenerwuję. nie była to oczywiście prawda, ale patrzcie państwo… sprawdziło się :)

      w związku z powyższym wydarzeniem wybraliśmy się z KaNGuSią na zakupy, które nazwać można by było „poszukiwacze ładnego oświetlenia”. poszukiwania zakończyły się połowicznym sukcesem. znaleźliśmy ładne oświetlenie do kuchni, ale niestety gabinet będzię musiał jeszcze trochę poczekać na światło. znaczy się był super zestaw – podczepiane pod sufit halogeny wraz z kinkietem, ale wynikł jeden szkopuł – nie dało się do niego dopasować żadnych elementów świecących. po prostu pasujące do gwintu nie mieściły się w kloszu…

      przy okazji kupiliśmy trochę zupełnie niepotrzebnych rzeczy jak młotek, poziomnicę, skrzynkę na narzędzia (jeszcze tylko narzędzi mi brakuje) oraz klęcznik do biurka. to ostatnie jednak bardzo przydatne, gdyż nasze krzesło w gabinecie do wygodnych nie należy, a poza tym można będzie porobić sobie jaja z księdza dobrodzieja, gdy ten zjawi się w domu co łaska… to znaczy – po kolędzie. montaż tego ustrojstwa przyprawił mnie o stan podwyższonej nerwowości, ale koniec końców się udało…

      koniec tygodnia udany (puk, puk, puk – odpukać co by nie zapeszyć).


  • RSS