khan-goor blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 10.2003

      w związku z chęcią odwiezienia siostry, świtem bladym białym ranem, na lotnisko nocowaliśmy u moich rodziców na bemowie. nie ma ich już w Polsce, bo przeteleportowali się do zagramanicy i siostra mieszka sama już dobre parę tygodni. posiedzieliśmy do późna, pogadaliśmy, popiliśmy w rozsądnych granicach.

      siostrę, w stanie wzbudzonym, odstawiliśmy dzisiaj na okęcie – po siódmej miała samolot. poproszona została o wysłanie sms’a jak wyląduje na hiffroł. nie wysłała, więc dzwonie ja, wprzódy przejrzawszy czołówki na onecie czy przypadkiem nie ma jakiegoś samolotowego njusa. oczywiście nic nie było i równie oczywiście, siostra nie odbierała telefonu. dzwonię więc do rodziców zagranicą, że może oni wiedzą czy łabędzica doleciała do jeziora. tak, doleciała, ale nie smsuje, bo pewnie od razu poszła popływać. przy okazji dowiaduje się, że dziadkowie wizytują warszawskie domostwo i, że jest tam bałagan i jak to tak może być!

      no świetnie, przyjechałem w odwiedziny i jeszcze mnie opierdzielono, że nie posprzątane. a co ja tam, kurdelebele, mieszkam czy jak?

      lista przebojów pod tytułem „Oj, Lamah, Lamah, co za pech” prowadzona jest w systemie ciągłym z przerwami browar, sen, żonę i inne przyjemności życia, czasami na pracę. zajmowanie pierwszego miejsca w notowaniu do niczego nie uprawnia i z niczym się nie wiąże – chyba, że ze śmiechem innych, ale laureaci sami sobie winni. na liście najbardziej pogiętego lamerstwa może się znaleźć każdy bez względu na wiek, płeć, wyznanie, kolor skóry, kolor szminki (bądź jej brak) czy długość fijuta, znaczy się penisa męskiego (bądź jego brak).

      nie jest również brany pod uwagę całokształt pracy z komputerami, przed i po zdarzeniu, czego najlepszym przykładem jest trzecie miejsce obecnego notowania. zajmuje je, czerwieniąc się ze wstydu, właściciel niniejszego bloga, który napisał i wykonał następujące zapytanie SQL, dziwiąc się długości czasu wykonania: SELECT * FROM klienci WHERE nr_klienta IN (SELECT nr_klienta FROM klienci); misiek~ się ze mnie śmieje do tej pory…

lamah.jpg      drugie miejsce, od dzisiejszego poranka, zajmuje moja żona – za nazwanie windowsowego sapera – snajperem. to tak jakby nazwać pasjansa brydżem. srebrny medal bez gadania.

      miejsce pierwsze przyznane zostało osobie, której personalia przemilczę ze względów oczwistych – za usilne próby przesłania mi mejlem (przez modem), trzystumegabitowej gry Pinball 2. już samo to kwalifikuje ją do wpisania na listę, ale fakt, iż za każdym razem otrzymywałem w załączniku tylko jeden plik przebija wszystko inne. zwłaszcza, że tym plikiem był „Skrót do Pinball.lnk”.

      po pierwsze zamówić pizzę. razem z pizzą zamówić sałatkę grecką. może być też meksykańska – rzecz gustu. pizza oczywiście też dowolna, ale polecana hawajska. zjeść całą, popijając w ostateczności wodą. w związku z przepełnieniem żołądka sałatkę schować do lodówki celem przedłużenia jej świeżości. położyć pojemnik z tą zieleniną na najwyższej półce nie zauważając, że drzwi do zamrażalnika są nieszczelne. zaplanować konsumpcję sałatki na śniadanie dnia następnego. iść spać.

      następnego dnia, po dobrze przespanej nocy w pokoju gościnnym biura, przystąpiwszy do konsumpcji sałatki przekonać się, że jej składniki przeszły przez noc przemianę fazową – wszystko zamarznięte na kość. można spróbować zjeść tę lodową wersję, ale zęby mogą tego nie polubić.

      no to się, w mordę, najadłem… i dziwić się tutaj, że do południa chodziłem wnerwiony…

zostawanie…

10 komentarzy

      obudziłem się rano, nawet wcześnie rano. wcześniej niż zwykle, w każdym razie. pomyślałem, jeszcze w półśnie, że może lepiej zostanę w domu, bo przecież prawie wszystko zrobione, raporty prawie napisane, nic zaplanowanego, to zadzwonię i powiem, że mnie nie będzie.

      nie zostałem. pojechałem wczesnym autobusem razem z, występującą już tutaj poprzednio, blondyneczką, która nadal się uśmiechała, ale dzisiaj czytała „glamour” – magazyn dla wielbicieli rocky horror show i glam rocka in general…

      ale zostawanie w dniu dzisiejszym mnie nie minie – nie zostałem w domu to teraz zostanę w pracy i spróbuję zainstalować ten nowy server bazy danych. chyba jednak bezpieczniejsze to niż powrót na drugą stronę wisły do domu, gdy na jutro od ósmej rano zapowiedziano protest wkurwiających taksówkarzy… jutro do pracy nie miałbym jak się dostać… a może to wykorzystać??

      słowo, którego ostatnio nadużywam – fatalnie. tak też się, niestety czuję. brakuje mi chyba urlopu, nawet drobnego. gdzieś w górach albo nad jeziorem. w każdym bądź razie z daleka od biura, z daleka od domu, z daleka od szosy…

      dla mnie zmiana czasu zawsze oznacza dwa tygodnie skołowania: jeden tydzień, kiedy wszędzie jestem za wcześnie, a drugi, że się spóźniam. zegarki przestawiam albo same się przestawiają, ale siebie przestawić nie potrafię. a teraz właśnie powinienem być podwójnie skoncentrowany, podwójnie czujny, bo mam okazję poprowadzić dobry projekt. dodatkowa praca, dodatkowe obowiązki… szkoda, że zegarki cofnięto tylko o godzinę. jak dla mnie mógłby to być nawet i miesiąc…

      a przez tę zmianę czasu chyba coś mnie ominęło. włączam ja dzisiaj mtv-classic, a tam jennifer lopez tyłkiem kręci. ja nie mam nic przeciwko jej latynoskiemu tyłeczkowi, ale od kiedy jej piosenki należą do klasyki?

      ten kto wymyśli kołdrę, która nie podwija się pod człowieka podczas przekręcania się na bok powinien dostać nagrodę Nobla…

ki diabeł?

8 komentarzy

      prawie cały dzień spędziłem szukając zdjęć rozpadającego się promu kosmicznego columbia. wszelkie search-endżiny, strony nasa, strony telewizji… i co?

      i nic! zdjęć pełno, ale tylko całej, pięknej, szybującej czy też startującej Columbii. ani jednego ujęcia spadających resztek, na którym mi zależało najbardziej… a wydaje mi się, że zaraz po katastrofie można było takie ściągnąć. i nie mówię o screen-shotach z telewizji…

      cenzura jakaś czy tylko mi się wydaje??

miły wyjątek…

11 komentarzy

      zwyczaj jedzenia śniadania z laptopem na kolanach i serwisem onetu trwał do dnia dzisiejszego.
a tak konkretnie do tej wiadomości

      dopada mnie jesienny ‚nicnierobizm’. niby przychodzę do pracy, niby czytam mejle, niby piszę tą aplikację… tę, ale tylko niby, bo od tygodnia jedną procedurę męczę i zmęczyć nie mogę. pogoda nie pomaga się zmobilizować…

      a już zupełnie przeszkadza w tym dzieciak w autobusie, który drze gębę jakby go ze skóry obdzierali. on gębę drze, a mamusia jego zadowolona nie zwraca mu żadnej uwagi. mamusi zaś, nie sposób zwrócić uwagi, gdyż porozumiewa się tylko językiem rumuńskim. a z rumuńskiego to ja tylko „eşti rumuneşti. pane daj amm!!” wie ktoś jak po ichniemu by było „zamknij gębę szczeniaku!”? szkoda…

     dobrze, że siedział daleko bo bym go pewnie teczką potraktował. jednak dzisiaj nie chciałem opuszczać zajmowanego stanowiska, bo obok mnie usiadła, mimo, że były jeszcze inne wolne miejsca, ładna, młodziutka blondyneczka. modne ciuchy, nienaganny makijaż. nawet się uśmiechała do mnie znad cosmopolitana i od czasu do czasu zerkała na czytane przeze mnie papiery. jak nic wyjątek od reguły

0) zanotować w pamięci, że następnego dnia należy wykonać ważny telefon.
1) późno iść spać. pretekst się znajdzie (piwo, mecz w telewizji, kolacja lub kopulacja)
2) należy przykładnie zaspać. przykładowo o godzinę o okładem. okład może być z młodych piersi. piersi żony też się nadają.
3) wychodząc do pracy należy się kilkukrotnie wracać po zapomniane przedmioty: klucze, telefon, pieniądze, itd.
   a) nie wolno jeść śniadania.
   b) nie wolno pić porannej kawy.
4) po dotarciu do biura należy przekonawszy się, że szef przechodzi andropauzę, główna księgowa menopauzę, a server systempauzę, spróbować zamienić słowo ‚pauza’ na słowo ‚play’ we wszystkich przypadkach.
   a) dla ustalenia ‚pauzy’ bazowej zacząć zmiany od servera.
   b) punkt krytyczny przy księgowej.
5) tłumaczyć trzydzieści razy upierdliwemu (a to gorsze niż andropauza) koledze dlaczego nie może on przestawić czasu na serverze.
6) podczas dnia wypić tylko jedną, lurowatą kawę rozpuszczalną. błeee…
7) zjeść tylko dwie ciabaty z tuńczykiem.
8) ciśnienie w godzinach popołudniowych powinno oscylować w okolicach 993hPa.
9) w godzinach wieczornych przyjechać do domu w stanie lekkiego rozkładu umysłowego.
10) rozłożyć się na kanapie przed telewizorem w oczekiwaniu na mecz blackburn – charlton.
   a) powiedzieć sobie w myślach, że jak tylko trochę odsapnę, to zaraz dzwonię…

11) trzy godziny później (około 22:40) zostać obudzonym telefonem z pretensjami, że nie zadzwoniłem…

aj kju

17 komentarzy

      niedzielne popołudnie polecamy spędzić przed telewizorem oglądając program stacji komercyjnej. tuż po dwunastej powtórka wczorajszego pojedynku mordotłuków – uczta dla spragnionego wiedzy umysłu. następnie magazyn dowcipów naukowo-historycznych „maraton uśmiechu” – znakomita rozgrzewka przed kolejną pozycją programu.

      jest nią magazyn dla miłośników muzyki, filmu i malarstwa: „co za tydzien” – najnowsze odkrycia w świecie, szeroko rozumianej, sztuki. a gdy już wiemy co w trawie piszczy możemy przygotować się na eksplozję inteligentnego żartu w klasycznym dziele filmów ambitnych – „Naga broń 33 i 1/3″ specjalnie dla państwa.

      do tak ambitnych pozycji w programie tej stacji absokurwalutnie pasuje narodowy test inteligencji…


  • RSS