khan-goor blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 10.2004

radekija.jpg      gdy ze dwa lata temu nazad kumplowi z pracy urodził się syn, zasypywał nas (kumpel, nie syn) opowieściami, że małe dziecko w domu jest jak panaceum na wszelkiego nerwa, którego się w pracy i poza nią nabawić można. traktowałem te opowieści z lekkim przymrużeniem oka, biorąc poprawkę na zupełnie nieobiektywną pozycję opowiadającego.

      teraz, gdy sam się zaopatrzyłem w potomka powiedzieć mogę, obiektywność wsadzając sobie w buty, iż opowieści kolegi są prawdą zupełną i ponadczasową. faktycznie wystarczy popatrzeć na śpiącego w łóżeczku malucha, by wszystkie nerwy się poszły przejść na spacer. padające servery, naglące terminy i szef z andropauzą znikają ze świadomości, którą bez reszty wypełnia spokojna twarz µ. a gdy się malec obudzi i popatrzywszy się chwilę na mnie wyda okrzyk radości poparty szerokim uśmiechem i gdy wyciągnie do mnie te swoje małe rączki to wtedy naprawdę czuję się spokojny. i zajebiście szczęśliwy.

swider.jpg      przystanek osobowy świder, z którego codziennie korzystam w drodze do pracy przeszedł ostatnio remont generalny. Budynek poczekalni już nie straszy mało cenzuralnymi napisami pod adresem policji państwowej tylko śmierdzi świeżą farbą. i wszystko byłoby zajebiście gdyby tylko w miejsce szyb nie wstawiono blachy ocynkowanej. „no, ale przynajmniej nie mają czego chuligany wybijać” – stwierdziła pani kasjerka z wyraźną ulgą w głosie.

alzheimer.jpg      press-s wlepił mi naganę z wpisem do akt. Jako powód podane jest nie podjęcie pracy w dniu 18 października br i nie przedstawienie pisemnego usprawiedliwienia nieobecności. to ciekaw jestem kto mu, kurwa, pokazywał po raz kolejny jak się używa F5!
      P.S’. okazało się, że chodzi o 8 października. co nie zmienia rozpoznania, bo 7-go w biurze pan press-s osobiście życzył mi powodzenia na mistrzostwach, na które właśnie wyjeżdżałem, a teraz sobie tego nie przypomina…

      P.S”: zawsze lubiłem ideę jungowskiego synchronizmu. no to dzisiaj kolejny powód do lubienia znalazłem w onetowej wiadomości.

      ”zastępczne” mnie ostatnio dopadło. po pierwsze, w ramach przedłużającego się remontu łazienki na piętrze, kibelek na parterze stał się łazienką zastępczą. wąsko tam jest, umywalka tylko, a i kafelków (dla krakusów: flizów) już nie ma, bo remont ma tam też dotrzeć. dlatego też myjąc się co rano lub też próbując się umyć wyczyniam jakieś dzikie harce zachlapując wszystko wodą, a przy każdym gwałtowniejszym ruchu obcieram sobie tyłek o nierówny tynk. ogólnie więc, wychodząc z domu mam porysowaną dupę, niedomyte włosy, podkurw maksymalny oraz jestem spóźniony na autobus, bo te łazienkowe wygibasy zabierają zbyt dużo czasu. i dziwnie się składa, iż te moje problemy zbiegają się w czasie z zastępczymi trenerami klubu przy łaziekowskiej. pewnie jak się trener normalny znajdzie o i mi się w stan łazienkowy poprawi.

      autobus, który dowozi mnie z tej mojej wsi do pociągu też jest coraz częściej zastępczy. zamiast rozklekotanego do granic możliwości wozu czeskiej marki „karosa” z firmy „arka” przyjeżdża minibus, który tę granicę już dawno przekroczył. ponieważ jest on mini, a chętnych do jazdy jest maxi zazdrościmy wraz ze współpasażerami sardynkom w puszce.

zaste.jpg      a jeśli już przy autobusach jesteśmy to widziałem ostatnio w pięćsetcztery zastępczego kierowcę. kierowca miał długie włosy, makijaż i cycki i ogólnie był kobietą. no, ale czemu ja się dziwię, kiedyś te kobiety się z traktorów musiały do autobusów przesiąść, nie?

      i gdy myślałem, że już mania „zastępczości” się skończyła to wczoraj w pustym jak kieszeń studenta karfurze na bemowie (wszyscy pewnie się do właśnie otwieranej arkadii wybrali) natrafiłem na piękne, fioletowe opakowanie zastępcze. kiedyś był wyrób czekoladopodobny pakowany w takie opakowanie zastępcze zrobione z worków po cemencie, a teraz jest choć trochę lepiej – bo bardziej kolorowo.

wybory…

12 komentarzy

      na białorusi były wybory i referendum przy okazji. celem ustalenia uwagi -wygrał ten co miał wygrać. a prasa grzmiała, że wybory sfingowane, że ustawione, bo można głosować przed terminem i bez obserwatorów międzynarodowych.

      argument o pozytywnym wpływie obserwacji międzynarodowej i negatywnym przed terminowego głosowania upadł, gdy sobie skojarzono, iż w stanach zjednoczonych ameryki północej wybory odbędą się w najbliższej przyszłości, ale tam też można głosować z wyprzedzeniem, co zresztą ma już miejsce. a prasa nie grzmi, że wybory sfingowane, że ustawione, że wczesne głosowanie daje możliwość manipulacji. a obserwatorów międzynarodowych też tam jak na lekarstwo…

      po raz kolejny zwrócono mi dzisiaj uwagę, iż nie dodałem nowych wiadomości na firmową stronę www.

      po raz kolejny musiałem wyjaśniać znaczenie klawisza F5.

szachowo…

11 komentarzy

      kontynuując wątek komórkowy zaczęty w notce poprzedniej przyznaję się, choć to wstyd i hańba, iż jadąc do pracy przegrałem ze swoim telefonem komórkowym w szachy…

      kasparov też przegrał z maszyną „deep blue”. z tego wniosek, że ja jestem taki kasparov jak moja motorola to deep blue :|

gpx.jpg      jadąc sobie autobusem komunikacji prywatnej, który to autobus odzyskany został jako mienie poniemieckie i nie został jeszcze pozbawiony oryginalnych napisów wewnątrz, świadkiem śmiesznej sceny się stałem. Jechały sobie dwie panienki w wieku wczesno-tartacznym szprechając zawzięcie w języku Göthego – pewnie jakaś wymiana zagraniczna, czy cuś w tym stylu. gdy wysiadać już miały ustawiły się przed tylnymi drzwiami i czekają grzecznie, aż ta z wyraźnie lepszym akcentem rzuciła się panicznie do przodu wołając do swojej koleżanki, że „sznela, sznela” i poczęła się przepychać ku przodowi. trochę zgłupiałem nie wiedząc ocb, aż popatrzyłem na drzwi wybuchając tłumionym śmiechem – widniał tam napis „Ab 20 uhr bitte bei Fahrer aussteigen”.

      a gdy już trochę mi wesołość przeszła doszedłem do wniosku z zupełnie innej beczki, a mianowicie, iż w dobie polifonicznych dzwonków do komórek i mnogości serwisów, z których dane dzwonki pobrać można jazda autobusem może być znakomitym treningiem przed występem w teleturnieju „jaka to melodia”.

jarosawiec.jpg      #1: jarosławieccy panowie od znaków drogowych chyba się pozamieniali na głowy z własnymi członkami, bo chyba nie da się inaczej wytłumaczyć stawiania znaku zakazu jazdy rowerów, który danych rowerów ni chuja nie dotyczy. taki typowo polski sposób stanowienia prawa. weźmy te podatki – wpierw ustawa mówi, że wszyscy podlegamy obowiązkowi ich płacenia. po czym następuje długaśna lista kogo ten obowiązek nie dotyczy, a kogo tylko częściowo. a trzymając się już znaków drogowych często zdarza się zakaz parkowania, który nie dotyczy wujka jóźka, cioci hani i brata męża ciotki syna. przyzwyczajenie, że są ludzie uprzywilejowani odbija się później czkawką w innych dziedzinach życia.

      #2: µ się zakatarzył wczorajszego wieczora. być może go przewiało, bo w domu cały czas otwarte są okna w łazience, żeby choć trochę pozbyć się pyłu powstającego przy remoncie tejże. żona pojechała z nim do lekarza, który orzekł kilkudniowy zakaz spacerów, podbił dawkę witaminy C oraz zalecił podwyższenie temperatury w domu. dobrze, że się od antybiotyków powstrzymał. w związku z choróbskiem microna nie pojedziemy jednak na planowane wesele do wrocławia. szkoda…

      #3: na to, że pociągiem nie zawsze jest szybciej, dowód kolejny z dzisiaj, gdy załadowany jak furmanka kartofli skład zatrzymał się na stacji i ruszyć przez 15 minut nie chciał bez wyraźnej przyczyny, wbrew zapewnieniom kierownika pociągu, że już za sekundkę ruszymy. spóźniłem się więc na spotkanie w pracy, czego press-s nie omieszkał skomentować. z press-s’em to w ogóle ostatnio się zagęściła atmosfera – zabić mnie może i nie zabił za brak transmisji z mistrzostw w tvp, ale za szczęśliwy na pewno nie był.

      #4: powoli zaczynam być bardzo zadowolony ze srebra. ale przychodzi mi to bardzo powoli…

curlingowo…

27 komentarzy

silver.jpg      #1: srebrny medal – co cieszyć powinien, a jak na razie powoduje tylko uczucie irytacji i niedosytu. chwilowo nie obchodzi mnie, że to i tak duży sukces – zgodnie z duchem curlingu pogratulowałem finałowym przeciwnikom wygranej (po dwuipółgodzinnym meczu zakończonym dogrywką), ale nadal przed oczami mam rzut, który mógł nam wygrać ten mecz i tym samym zrobić z nas reprezentacje polski w mistrzostwach europy. pewnie za tydzień mi przejdzie, ale jak na razie bardziej boli mnie stracona szansa, niż cieszy wice-mistrzostwo. no i koniec końców nie ma piosenki we are the vice-champions, ain’t it?

      #2: sponsor naszej drużyny (oraz brązowych medalistek turnieju kobiecego) w osobie press-s’a jutro najpewniej mnie zabije. wyłożył pieniądze na wpisowe oraz bluzy dla drużyn, bo miała być publiczna telewizja polska, program pierwszy. telewizja przysłała ciotowatego babiarza, ale zapomniała przysłać kamery, a wiadomo przecież, że babiarz bez kamery jest jak chuj bez jaj. relacji w publicznej więc nie było (wbrew pisemnym obietnicom) i tylko tvn się zachowała i obietnicy dotrzymała – kto oglądał tvn lub tvn24 ten kangura widzieć musiał ;)

      #3: a ponieważ przez te kilka dni spędzonych w krynicy stęskniłem się za synkiem i żoną, nie przedłużam swojego pobytu tutaj i licząc na zrozumienie p.t. czytaczy, iż nie dokonam dziś odwiedzenia znajomych blogów „kieruję się w kierunku” sypialni. a śnić mi się pewnie będą kamienie…


  • RSS