khan-goor blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 1.2005

sterimar.jpg

      pytanie na dzisiaj brzmi: czy ja zawsze z kilkudniowych delegacji służbowych muszę wracać z grypą, zapaleniem gardła, czy innym nieżytem górnych dróg oddechowych, popartym wysoką gorączką i cholernymi dreszczami?

      a tak na marginesie, zupełnie niezauważenie khan-goor.blog.pl skończył trzy lata… jak ten czas, proszę państwa, leci…

      pięć minut po zakończeniu karczemnej awantury z press-s’em, po której mam zamiar kopnąć wreszcie ten jego chamowato-gburowaty tyłek, zadzwonił telefon – miła pani zaprosiła mnie na rozmowę w sprawie pracy. i właśnie dlatego kocham Junga i ten jego cały pieprzony synchronizm…

katowice.jpg      P.S.: w dniu jutrzejszym „kieruję się w kierunku” (geneza tego wyrażenia to temat na osobną notkę) śląska, bynajmniej nie wrocław. trzydniowa delegacja do katowic może być moją ostatnią służbową podróżą w tej firmie. od katowic zacząłem delegacjonować się służbowo to i na katowicach skończyć mogę. trzeba więc ten czas dobrze wykorzystać i tu pytanie do autochontów – to jak ślązacy, pijemy gdzieś?

radekw1.jpg      ja tylko na chwilę. rzucić w przelocie blogowym, że żyję, nawet dość intensywnie – zawodowo. program się wdraża, ludzie się uczą, a problemy jak były tak i są, i pewnie będą nadal.

      w domu, kiedy wreszcie się w nim pojawię spokoju też jak na lekarstwo. takiego fizycznego, bo psychicznie jaknajbardziej, że, proszę państwa, a i owszem. ale ponieważ µ rośnie jak na cycu z dodatkiem parszywie mdłych papek marchewkowo-mięsnych ma chłopak tyle energii, że tylko zabawy mu w głowie. nauczył się turlać z czego korzysta często oraz opanował do perfekcji krzyk, z czego korzysta jeszcze częściej. sposobów na uciszenie jest kilkadziesiąt, ale jeden bardziej pracochłonny od drugiego – noszenie na rękach, robienie µsamolotu, czy też wspólne turlanie się po podłodze są ok. a spróbujcie tylko położyć go na chwilę samego. no spróbujcie wy – ja mam już dość pisku niezadowolenia.

      chociaż ostatnio udało mi się zainteresować młodego wembleyowskim koncertem queen’ów. przesiedział ze mną bite dwie godziny zapatrzony w ekran jak, nie przymierzając sroka w gnat. i rytm nogami wybijał i rączkami do taktu machał. czyżby przyszły perkusista?

brodka.jpg      w jakiejś pani na żywo czy też innym na gorąco, na które to wydawnictwo trafiłem w biurze podczas porannego parzenia kawy, przeczytać można, że niejaka brodka monika może pojechać na eurowizję bez udziału w eliminacjach. z tego też powodu nie cieszy się sympatią, tak zwanego środowiska, bo inni się produkują przed jurorami, wypluwając siebie i tracąc zdrowie i czas w morderczych eliminacjach. panna monika zaś łazi po imprezach, robi maślane oczy i pozwala obfotografowywać się z członkami jury, czyli ogólnie wyrabia sobie ‚chody’.

      no ludzie, jeśli ktoś ma o takie zachowanie to znaczy, że kompletnie nie kuma jak się robi szoubiznes. to nie szkoła podstawowa, gdzie wszystko jest zgodne z ustalonymi regułami, a jak ktoś zrobi coś po swojemu to „jest u pani”. w środowisku obowiązuje zasada, że nie ważne kim się jest ważne kogo się zna. wydaje się, że można nawet posunąć się dalej mówiąc, iż nie ważne kogo znasz ważne z kim sypiasz. w takiej opcji zrobienie laski ‚powiatowemu’, facetowi z mopem zamiast włosów, nawet i ‚ślepej eli’ (czy też komukolwiek, kto jest decyzyjny w odpowiednich kwestiach) jest równie dobrym powodem do pojechania na ukraińskie wydanie eurowizji, jak posiadanie dobrego głosu. nie twierdzę, że, skądinąd ‚sympatyczna z ryja’, monika b. takie ekstremalne metody stosuje, a jedynie, że ich skuteczność w osiąganiu celu jest równie dobra co posiadanie wrodzonego talentu muzycznego.

      bo, jak zauważył już dawno temu ‚kazik’, wszyscy artyści to prostytutki…

orkan.jpg      gwałtowne, poziome ruchy powietrza wywołane różnicą ciśnienia atmosferycznego, następujące z obszarów wyższego ciśnienia do obszarów niższego ciśnienia spowodowały obniżenie się jakości sygnału telefonicznego w casa del los khangooros. obniżenie do poziomu zerowego. mówiąc wprost, gdzieś się kabel był i urwał – raczej gdzieś bliżej niż dalej, bo u sąsiadów zza miedzy działa.

      w związku z takim zachowaniem pana kabla (lub też kabela) zostałem popołudniowo odcięty od internetu. niestety żona została odcięta od sieci całodobowo, co może skutkować nieprzewidywalnymi konsekwencjami – jak to na odwyku. ale nie musi wcale, bo przecież kobieta jest zmienną – zupełnie jak sinus – okresowo i zupełnie jak wczorajszy wicher – porwistą.

      pozostaje tylko pytanie jak długo czekać będziemy musieli, aż telepsa wymieni naderwany kabel. czas liczymy od 11:55 dzisiaj.

logohl.jpg      nowego half-life’a dostałem przed gwiazdką od żony. jak sama później przyznała był to jej niewybaczalny błąd, gdyż moje powroty do domu przesunęły się conajmniej o godzinę.

      przyznaję, iż ta godzina to było całkowite, dzienne minimum poświęcane na pozbawianie życia przeciwników. a gdy tych zabrakło, bo przecież każdy scenariusz się kiedyś kończy, przypomniałem sobie o przyjemnościach płynących z gry on-line.

      i po co ta, nic niewnosząca do sprawy notka, spytacie. no właściwie po nic, bo przecież od dawien dawna wiadomo, że faceci to, tak naprawdę, duże dzieci.

      ponieważ pojawiła się tutaj informacja jakobym był autorem stron warszawa1939 i trasbus, zalinkowanych z prawej strony bloga, informuję uprzejmie, iż nie jest to zgodne ze stanem faktycznym.
twórcą „przedwojennej warszawy” jest p.Ryszard Mączewski, a „trasbusa” gotują James Stront z Danielem Nalazkiem. przez umieszczenie linków do tych serwisów na swoim blogu chciałem zwrócić uwagę, iż te dwa tematy są bliskie moim zainteresowaniom i w żadnym punkcie nie twierdzę, iż w jakikolwiek sposób przyczyniłem się do ich powstania.
      powyższe celem uniknięcia nieporozumień. ament.

      dowiedziałem się wczoraj z mejla (choć chodzą słuchy, że o tym już dawno było grane), iż pojawiła się na polskiej scenie politycznej nowa partia. udało nawet zrobić się zdjęcie jej członkiń, gdy zapatrzone w ojca dyrektora łapczywie wsłuchując się w każde wypowiedziane przez niego słowo.

moher.jpg

      (w kwestii kopyrajtów do zdjęcia zupełnie nie wiem do kogo należą. jeśli ktoś się czuje, że podprowadziłem mu wartość intelektualną czy też jakąś inną to proszę o mejla.)

foteliq.jpg      - weź ty przypnij ten fotelik, bo mnie zaraz trag szlafi. – wycedziłem wnerwiony do granic niemożliwości do żony mocując się z fotelikiem samochodowym µna.

- ale co ci nie pasuje? – żonie pojawił się nagle złośliwy uśmieszek na ustach.

- pasy są za krótkie, żeby nimi zgodnie z instrukcją opleść fotelik. – wyznałem z rezygnacją w głosie – je jakaś kobieta pewnie projektowała, bo takie krótkie.

- gdyby projektowała je kobieta – żona sprawnie przypięła fotel – to wiesz ile one by miały??!!

- nie wiem ile by miały – powiedziałem przygotowując µna do jazdy – ale na pewno kolorem pasowały by do torebki.


  • RSS