khan-goor blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 9.2005

curling2005.jpg     jeśli nie liczyć lensa armstronga to w sporcie nie zawsze się wygrywa. tym razem więc przerżnęliśmy sromotnie prawie cały turniej. tylko dzięki dobrej końcówce zawodów udało się nam utrzymać w polskiej elicie curlingu zajmując ostatecznie szóste miejsce. uprzedzając pytanie powiem od razu, iż drużyn było osiem. widać więc jak na dłoni, iż wynik kompletnie poniżej oczekiwań i ambicji. oczywiście nie sposób nie zauważyć, że oprócz pierwszego meczu, w którym dostaliśmy od ślązaków 5:13 dwa pozostałe grupowe spotkania przegraliśmy nieznacznie, a wynik do końca był sprawą otwartą, ale jednak nie potrafiliśmy tych dwóch punktów więcej zdobyć. małą radość mieliśmy tylko po ostatnim boju, który był walką o być albo nie być wśród najlepszych, rewanż biorąc na grupowych rywalach z piechowic.

radek_curling.jpg      µn kibicował dzielnie, drąc się w niebogłosy na trybunach. jak się zmęczył troszeczkę to po prostu zasypiał i nie przeszkadzał mu szum wentylacji, krzyki na lodzie czy też szczęk zderzających się kamieni. a trzeba wam wiedzieć, że spał głównie tuż przy lodzie. w przerwach pomiędzy meczami i spaniem µn rwał się, jak widać, na lodowisko. po koniec turnieju potrafił już krzyknąć TOTA (czyli po naszemu ‚szczota’) i próbował ruszyć kamień z miejsca. to ostatnie jeszcze mu się nie udało, ale ponieważ z zapałem godnym lepszej sprawy się do tego zabierał podejrzewam, że jeszcze tak ze dwa lata i będzie śmigał po lodzie aż miło. wypatrzyłem więc już takie cacko i przy okazji najbliższego zamówienia młody dostanie pierwsze prawdziwe curlingowe buty.

zona_curling.jpg      pierwszy duży turniej zaliczyła także żona. choć zaliczyła to za mało powiedziane. grała dobrze, z poświęceniem miotając kamienie po, powiedzmy szczerze, fatalnym jakościowo lodzie. ostatecznie jej drużyna zajęła miejsce piąte, co jakby nie patrzeć czyni ją lepszą rankingowo curlerką ode mnie. a mogło być jeszcze lepiej, gdyby nie pechowo przegrany mecz z krynickim ‚nikiforem’. tak czy inaczej widać było, że kangusia załapała curlingowego bakcyla. a, że drużyna, w której występuje ma potencjał niech świadczy kilka urwanych partii faworytkom zza miedzy, których trener w końcówce meczu co raz to bladł na trybunach. teraz tylko regularnie trenować dziewczyny muszą, a za rok – kto wie, może pokuszą się o medal?

      dwa słowa o zakwaterowaniu też należałoby powiedzieć, bo to był największy hardkor ze wszystkich, które nas spotkały podczas całej imprezy. mieszkaliśmy bowiem w akademiku akademii muzycznej w katowicach. budynek pamiętający chyba jeszcze tow. wiesława, z wyposażeniem rodem z epoki tow. bolesława, być może z wyjątkiem rozstrojonego pianina w pokoju. i nie to, że ja wersalu oczekiwałbym (zwłaszcza za taką stawkę za osobodobę), ale pobyt w takim lokalu z małym dzieckiem to naprawdę nic przyjemnego. ciepła woda była jak się trafiło, do ścian można było się przylepić, a okna ostatnio myto tam chyba wieki temu. ani młodego wykąpać, ani mu jedzenia przygotować, ani też puścić żeby sobie sam po pokoju pochodził. mówię wam, kompletna klapa, bo człowiek męczy się pilnowaniem, żeby brzdąc nie wsadzał palców gdzie nie trzeba i na sportowe zmagania sił mu już brakuje. ale na następny turniej mały też jedzie z nami. bo nie ma lepszego kibica niż bijący brawo na trybunach, śmiejący się w głos µn!

      w dzisiejszych wiadomościach na stronach rzepy znajdujemy informację, iż w podzielonym etnicznie mostarze stanie pomnik jedności. zjednoczyć ma wszystkich tam mieszkających muzułmanów, serbów i chorwatów oraz pewnie przy okazji żydów, ewangelików, węgrów i czukczów. na pomniku stanie bowiem king bruce lee karate mistrz, co w klubie disco może robić wszystko.

      pamiętając filmy z lee brucem w roli głównego mordotłuka, rozpierdalającego w drobny mak wszystkich stojących mu na drodze (gdy ja dołoże wtedy nie daj Boże, reanimacja nawet nie pomoże) i obawiając się, iż wszyscy będą chcieli brać z niego przykład, myślę, iż lepiej by było gdyby mieszkańcy mostaru wystawili pomnik myszce miki. no ostatecznie może być i pies pluto…

srpr.jpg      jest tak. od piątku do niedzieli w katowickim statku latającym, tym koło najbardziej pogiętego ronda w polsce, odbędą się mistrzostwa polski w curlingu. sam pomysł, aby zorganizować imprezę mistrzowską w sporcie zimowym w czasie, gdy mamy jeszcze kalendarzowe lato mógł się urodzić tylko w naszym kochanym kraju. na dworze będzie dobrze ponad dwadzieścia°C, a na lodowisku jak to na lodowisku – ujemne temperatury panować będą. zapalenie płuc, a co najmniej oskrzeli, murowane. ale to wszystko pikuś…

      przez lato, na które przez blogi przewinęła się fala krytyki obliczająca ilość lata w lecie, większość sztucznych lodowisk w polsce przechodziła przegląd techniczny, przerwę konserwacyjną lub po prostu przypominała płytkie stawy wypełnione mętną wodą. tak czy inaczej trenować nie było gdzie, no chyba, że ktoś się zawziął w sobie i wyskoczył na weekend do pragi czeskiej. choć była i taka garstka zapaleńców to ogólnie lodowych treningów było tyle co kot napłakał, ale podobno z curlingiem jest jak z jazdą na rowerze – tego się nie zapomina. w co gorąco wierzę przed początkiem rozgrywek.

      jednak wymienione powyżej minusy absolutnie mi nie przeszkadzają. wiem, że będzie świetna zabawa, dobre i pasjonujące zawody, w których brak wyraźnych faworytów i łatwo o niespodzianki będzie. zapraszam więc do tłumnego odwiedzania spodkowego lodowiska w weekend, bo będzie na co popatrzeć. no i µna na żywo zobaczyć będzie można jak kibicuje rodzicom dzielnie puszczającym kamienie i z zapałem zamiatającym lód. tak proszę państwa rodzicom, bo nie tylko mnie gorączka curlingowa dopadła. żona też już zawodniczką została. jak widać zaraźliwe to być potrafi, o czym uprzedzam ewentualnych widzów „z bloga” żegnając się z państwem aż do poniedziałku ;]

      #1: żyję i od brudu się nie lepię nawet. ba! czysty, pachnący i ogolony jestem, bo woda okazała się kulturalnym żywiołem i powróciła grzecznie do rury, a później przez hydrofor, bojler do prysznica. uczczone zostało to butelką reńskiego oraz balantajnem na, tak zwaną, dokładkę. więc, gdy już przyszło do komponowania ciało do woda niewielkie problemy z orientacją nastąpiły, choć jeszcze nie tak wielkie, żeby pomylić prysznic z klopem…

      #2: jeśli już o tym meblu łazienkowym mowa to powiem tylko… mandaryna. albo jeszcze dodam, że drugie miejsce tego owocu w głosowaniu telewidzów bardziej mnie przeraża niż drugie miejsce PiSsu w najnowszych sondażach obopu…


  • RSS