khan-goor blog

Twój nowy blog

no to jestem w pracowni komupterowej na pierwszym piętrze… jeszcze 20 minut do egzaminu – pierwszego w dniu dzisiejszym…
ale co tam twardym cza być nie miętkim, nie?

właśnie… żeby nie było za dobrze pokłociłem się z żoną… no nie do końca… bo prostu mnie trochę udobła… nie będę pisał dlaczego, bo i po co? tylko tyle, że nam skrzywiony humor na resztę wieczoru… cóż, happens.
sumy dnia:
12 papierosów
3 kawy rozpuszczalne
2 piwka (dzisiaj Guiness)

jadę sobie do pracy, radio gra – normalka – trzeba słuchać, gdzie są korki, nie? nawet o sekretarce już nie myślę – pełen luz…
Aż tu nagle piosenka w połowie urwana i reklamy. Nie to, żebym żałował Henryka Pleksiglasa i jego „bohaterskiego” przeboju, ale nienawidzę takiego cięcia piosenek – choćby były totalnie beznadziejne…
No ale wracając do reklam… poleciał jakiś samochód, agencja nieruchomości, i zaczęło się… przez 30 sekund jakiś gościu ciężko zawodził, że „Hit królem niskich cen”… sam nie wiedziałem dlaczego mnie tak to wnerwiło… aż zobaczyłem plakat z rysunkową podobizną Elvisa, który palcem wskazującym pokazuje na wołowinę z kością…
wniosek – albo wołowina z kością stała się towarem luksusowym, albo elvis zjechał do jej poziomu – to znaczy raczej pamięć o nim, bo gościu podobno nie żyje.
Tak czy inaczej dzień zaczął się od rozmyślań o IQ Pi-aR’owców pracujących dla Hit’a…

no właśnie…
chyba tylko dlatego, że krócej siedziałem w pracy jest lepiej…
zresztą… nawet tam nie jest źle… sekretarka się na mnie obraziła – bo podniosłem na nią głos… no fakt, poniosło mnie, ale opierdziel dostała zasłużenie…
dzwonił też prezes… przekazał wyniki obrad i zalecenia zarządu europejskiego i skwitował to słowami ” i to my tego, kurwa, dopilnujemy…” – już widzę te nieprzespane noce.
A swoją szosą jeśli prezes przeklina to musiał być nieźle wnerwiony – pożywiom uwidim…
Sumy Dnia:
3 kawy rozpuszczalne;
14 papierosów;
2 piwka;

dzień zaczął się lepiej… może dlatego, że długo spałem, a po przyjeździe do pracy od razu wypiłem kawę…
Sekretarka nadal swoje… nie mam cierpliwości do tej kobiety… jeszcze żebym mógł ją opierdolić jakoś pożądnie albo zwolnić… he… marzenia… to niestety sekreterka „firmowa” – z takimi jest najgorzej… wystarczy, że jest miła (i miła) dla prezesa i już jest nieruszalna… czekam na powrót starej „office manager”, ale to jeszcze trochę potrwa… złamane nogi tak szybko się nie zrastają.

dojechałem do siebie do domu – nie no… makabra… przez te cholerne roztopy poodmarzały wszystkie gówna w całej wsi… śmierdzi jak cholera…
a jakby tego było mało jeszcze szambo wybierali… kamikadze boski wiatr to przy tym jak perfuma…
sumy dnia:
- 22 papierosy; – chyba musze trochę ograniczyć, bo mi serce stanie podczas igraszek z żoną
- 5 kaw rozpuszczalnych;
- 1 kawa normalna;
- 1 piwko; – zaraz się za nie biorę.

jak na razie, może wieczór będzie lepszy…
od rana sekretarka mnie chyba specjalnie chce wyprowadzić z równowagi. przełącza do mnie wszystkie przychodzące telefony jeśli facet wspomni tylko o „rozliczeniach”, „internecie”,”punktach bonusowych” itd. – na 95% tych pytań jest w stanie sama odpowiedzieć, ale przecież „tylko” informatycy to wiedzą – no wkurw totalny
oprócz tego poważne problemy, o których nie mogę nic napisać, bo by mnie zwolnili za złamanie tajemnicy firmowej – a i tak zapowiada się kilka bezsennych nocy, aby naprawić błędy i niedociągnięcia…
na całe szczęście z żoną układa się jaknajlepiej :-)))))

… i chyba właśnie dlatego ten blog powstał… nie mam pojęcia jak często tenże będzie uaktualniany, ale może z czasem się rozkręcę…

      Do szkoły na trzecią lekcję, więc pospać można było dłużej. Tato źle się czuł i do pracy jechał później. Pogoda zrobiła nam dowcip. Za oknami śnieżyca. Śniegu około 30cm. Po drodze widzieliśmy parę stłuczek, ale wszystko ok.

      W szkole jak było tak i jest. Angielski – aż się pisać nie chce. Przed Angielskim Puszowa objechała mnie za siedzenie na parapecie – to idiotka. Na wuefie „halla” – bomba, zwłaszcza, że już drugi tydzień mamy na „halli” zajęcia. Przed grą „Stevi” wybiegał nas dokładni. Nie powiem, żeby mi dobrze szło. Nic nie rzuciłem, a chłopaki też nic nie rzucali. Dostaliśmy w dupę 16 – 52.

      Na historii jestem nieżywy. Na polskim „Lawa” c.d. Jest to tak nudne, że strach mówić.

      W domu o.k. Przed wejściem czekał Gruby. Miał dobrą wiadomość – „Przegląd” zaakceptował jego propozycję pomocy. Ma nadzieję, że to będzie już wkrótce, a ja mam nadzieję, że załatwi miejsce i dla mnie.


  • RSS